Jesteśmy silniejsi w czasie epidemii

 

Od 23 kwietnia szpital w Wolicy przyjmuje pacjentów z koronawirusem. Na koniec czerwca ta działalność -zgodnie z decyzją wojewody- ma zostać wygaszona, a szpitala wrócić do swojej pierwotnej działalności, czyli leczenia chorób pulmonologicznych m.in. raka płuc, gruźlicy, astmy. Jak te dwa i pół miesiąca wpłynęły na tak mały szpitala jak ten w Wolicy, gdzie w środku lasu w pięknym, choć starym budynku leczyć można maksymalnie 120 pacjentów na raz, bo tyle jest łóżek dla chorych. Na stałe w szpitalu pracowało 136 osób- lekarzy i pielęgniarek, diagnostów, farmaceutów oraz personelu niemedycznego. Działalność covidową w kwietniu szpital rozpoczynał z połową obsady medycznej, bo pielęgniarki i lekarze nie mogli pracować w dwóch miejscach na raz zgonie z ustawą. Byli też wolontariusze i ratownicy medyczni dla wsparcia. Jak przetrwali ten trudny czas pracownicy szpitala? Jak to wpłynie na dalszą działalność szpitala? O tym mówi Sławomir Wysocki, dyrektor szpitala w Wolicy.  

 

Macie Państwo czas do końca czerwca na przygotowanie się do pracy statutowej. Choć na jesień zapowiada się kolejne przekształcenie na szpital jednoimienny, zajmujący się ponownie osobami chorymi na koronawirusa. Pan w wywiadach mówi ostro- „nasi pracownicy tego nie wytrzymają? Dlaczego to jest takie trudne?

Sławomir Wysocki: Jeżeli chodzi o sprawy techniczne związane z przekształceniem, to mamy optymalną koncepcję jak zorganizować pracę w szpitalu na ten czas od lipca, żeby w razie innej decyzji na jesień, nie ponosić znowu dodatkowych kosztów. Byśmy szybko byli w stanie wrócić do specyfiki szpitala jednoimiennego w czasie epidemii. Jest to bardzo trudne ze względów psychologicznych dla pracowników, bo jest to huśtawka emocjonalna, przekształcanie na działalność covidowską na dwa miesiące, potem powrót i zapowiadanie kolejnych zmian.

Jest to dużym stresem dla  personelu i to jest najważniejszy aspekt w tym wszystkim. My jako dyrekcja szpitala objęliśmy ich opieką psychologiczną, zorganizowaliśmy im rehabilitację. Był to bardzo trudny czas dla tych którzy walczyli o życie innych na pierwszej linii frontu, zwłaszcza na początku, kiedy przyjęliśmy blisko 80 chorych z DPS i ośrodków opieki, wszyscy leżący, wszyscy pampersowani i chorzy na koronawirusa w większości bez kontaktu. My wiedzieliśmy jedno, że najważniejsze to zabezpieczyć personel, żeby nie było zachorowań, bo inaczej nie będzie miał kto leczyć innych. Bo sprzęt- nawet najlepszy -nie leczy, tylko ludzie. Podołaliśmy temu wyzwaniu. Jesteśmy zdrowi. Przyjęliśmy w sumie  137. pacjentów chorych na koronawirusa.

Ilu lekarzy pracuje w szpitalu i jakiej są specjalizacji?

SW: Na dzień dzisiejszy pracuje 11 lekarzy, 4 młodzi lekarze, pozostali lekarze mają specjalizacje z pulmonologii w tym dwie osoby są z tytułem doktora nauk medycznych.

Państwo wymieniali publicznie kwoty na działalność. Narodowy Fundusz Zdrowia też się odezwał w tej kwestii. Dlaczego zdecydowaliście Państwo na głośne mówienie o tych kwotach?

SW: Planuje się wydatki wiedząc dokładnie jakimi środkami się dysponuje. W kwietniu było mówione, że tzw. ryczałt z działalności podstawowej czyli nazwijmy go ryczałtem pulmonologicznym będzie nadal utrzymany, a dodatkowo szpital dostanie środki z działalności covidowskiej. W czerwcu zapadła decyzja, że jednak tak nie będzie, że będziemy rozliczani tylko za działalność covidowską. W związku z tym trochę nam to zburzyło cały plan i mamy braki w naszym budżecie. A to około miliona złotych. Dlatego zdecydowaliśmy się o tym głośno mówić.

30 czerwca w Łodzi odbędzie się spotkanie wszystkich dyrektorów szpitali jednoimiennych, abyśmy mogli porozmawiać o tych problemach. Te kwestie finansowania i bezpiecznego powrotu do normalności będą omawiane. Każdy stanie prędzej czy później, przed sytuacją powrotu do działalności statutowej i to są koszty. W okresie powrotu do normalności będziemy mieć płacony ryczałt pulmonologiczny i teraz nie mamy żadnej gwarancji, że będziemy mieli pełne obłożenie pacjentów i czy do końca roku odrobimy straty finansowe. Pozostaje wiele aspektów, bo np. pacjenci mogą się bać wracać do szpitala, który był jednoimienny lub rozpoczęli leczenie długoterminowe chemioterapią w innej placówce, więc nie przerwią jej. Jaki będzie napływ pacjentów? Jaka będzie realizacja kontraktu? – to jest wielka niewiadoma na dzień dzisiejszy.

Jaka nauka płynie dla Was po doświadczeniu 2,5 miesiąca walki z pandemią na pierwszej lini?

SW:Ja mogę powiedzieć tylko jedno. Jestem dumny, że mam taki zespół. I mówię to z wielkim wzruszeniem. Poznaliśmy się jeszcze bardziej i wspieraliśmy. Byliśmy w tym sami, ale wspierali nas wolontariusze, fundacje, organizacje, strażacy i samorządy. Nasi pracownicy nie wiedzieli rodzin przez długi czas, bo mieszkali w hotelach. Był to bardzo trudny czas, ale pozwolił na lepsze poznanie siebie, swoich reakcji na sytuacje kryzysowe. Jestem dumny z mojego zespołu, który jest jednością i rozumiemy się bez słów, a do tego wszyscy jesteśmy zdrowi. To jest nasza największa nauka i nasz największy dar w czasach zarazy.    

Tekst/ Foto: Wioletta Przybylska

 

Pracownicy szpitala WSZZOZ ChPiG w Wolicy pozdrawiają wszystkich

RODO klauzula informacyjna
W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.