Tragiczna sytuacja finansowa szpitala w Wolicy

Oświadczenie dyrektora Sławomira Wysockiego

W odniesieniu do słów dyrektor WOW NFZ Agnieszki Pachciarz dotyczących wystarczającego  finansowania szpitala w Wolicy w czasie pandemii i poza nią, konieczne jest doprecyzowanie sytuacji finansowej Szpitala w Wolicy, która jest tragiczna.

Jak wyjaśnia pani Dyrektor Pachciarz - „W związku z przekształceniem placówki w Wolicy w szpital jednoprofilowy przeznaczony dla pacjentów z Covid-19 i podejrzeniem zakażenia Sars-Cov-2, za kwiecień placówka otrzymała prawie 1,8 mln zł, a za maj (120 łóżek) oszacowana kwota to około 2,5 mln zł. Szpital w Wolicy został umieszczony w wykazie od 20 kwietnia i początkowo dysponował 69 łóżkami. Od 1 maja liczba łóżek wzrosła do 120”.

Przychody szpitala wynikające z kontraktu z NFZ za kwiecień to kwota 1.723.199,04 zł. Koszty jakie poniósł szpital w kwietniu tego roku (przed i po przekształceniu po 20 kwietnia 2020) to kwota 1.838.463,10 zł. Zatem zadłużenie szpitala w Wolicy tylko w kwietniu wzrosło o kwotę 115 264,06 zł.

Narodowy Fundusz Zdrowia zwraca środki za leczenie pacjentów, ale nie zwraca za koszty dostosowania szpitala do przekształcenia, które ponieśliśmy, czyli konieczne remonty, wydzielenie stref bezpiecznych i zakaźnych, aby personel szpitala mógł pracować i chronić się przed zakażeniem COVID-19, a pacjenci byli zabezpieczeni. Przygotowanie to było wykonane bardzo dobrze, bo mamy załogę w 100% zdrową.

Po informacji o przekształceniu automatycznie wzrosły koszty pracownicze m.in. trzeba było wprowadzić drugi dyżur lekarski, konieczna była wypłata nadgodzin za dyżury personelu działu technicznego,, również te w weekendy i święta, za zwolnienia lekarskie oraz za premię za ciężką pracę. Trzeba pamiętać o tym, że do 20 kwietnia szpital zatrudniał 60 osób personelu pielęgniarskiego, po przekształceniu mieliśmy tych pracowników o połowę mniej, bo tylko 34 gotowych do pracy z pacjentami zarażonymi COVID-19. Wynikało to m.in. ze zwolnień chorobowych, braku możliwości łączenia dyżurów między placówkami (zabroniła tego ustawa covidowa), część osób skorzystała z opieki nad dziećmi.

Pracowaliśmy od początku w ograniczonym składzie stąd też nasza deklaracja o przystosowaniu łóżek dla pacjentów w liczbie 69, bo więcej łóżek, przy połowie kadry, nie bylibyśmy w stanie dobrze zabezpieczyć medycznie.

Od czasu kiedy staliśmy się szpitalem „covidwym”, o 150 % wzrosły koszty sprzątania szpitala. Zajmuje się nim zewnętrzna firma, ale i dla tych pracowników trzeba było zabezpieczyć środki ochrony osobistej, a stawka godzinowa pracy w takich trudnych warunkach automatycznie wzrosła. Trzeba pamiętać, że jest to praca z narażeniem własnego zdrowia, a nawet życia.

Odkąd jesteśmy szpitalem jednoimiennym wzrosły także koszty wyżywienia pacjentów, bo jest ono podawane tylko w naczyniach jednorazowych.

Duże koszty ponosimy na zabezpieczenie potrzeb pacjentów m.in. zakup pieluchomajtek, bo takich rzeczy wcześniej nie kupowaliśmy, a prawie 100% naszych chorych przyjętych z DPS korzysta z pieluchomajtek.

Wzrosły również koszty zakupu środków ochrony osobistej, które szpital musiał kupować, żeby chronić personel, mimo przekazywania ich przez jednostki samorządu, darczyńców czy ministerstwo.

Te wszystkie koszty wpłynęły na tragiczną sytuację finansową szpitala. Z bilansu przekazanych środków z NFZ za leczenie pacjentów i poniesionych kosztów wynika, że brakuje w kasie szpitala ponad 115 tysięcy złotych tylko za kwiecień tego roku, co zwiększa nasze zadłużenie.

Podobnie w miesiącu maju, który zakończyliśmy również ze stratą 242.428,17 zł , bo wydaliśmy 2.793.751,87 zł, a otrzymaliśmy od NFZ- tylko 2.551.323, 70 zł.

W maju nie otrzymaliśmy dodatkowo pond 986 tysięcy zł ryczałtu pulmonologicznego, który wstępnie miał być wypłacany, a dodatkiem do tego ryczałtu miały być środki za leczenie pacjentów z COVID-19. Takie informacje podawane były na początku przekształcenia i taki budżet planowaliśmy do wydania.

Przekształcenie szpitala, to nie tylko remonty i wzrost kosztów na ochronę osobistą, ale przede wszystkim ciężka praca personelu. Bo nie sprzęt leczy pacjentów, tylko ludzie. Nasza kadra przeszła wiele chwil poważnego załamania. Zabezpieczyliśmy im opiekę psychologa i rehabilitację z własnych środków.  Słabszy stan psychiczny naszej kadry wynikał nie tylko z ciężkiej pracy w trudnych warunkach w codziennym zmaganiu się ze strachem o swoje zdrowie i życie ale przede wszystkim z rozłąki z rodzinami. Bo nasza kadra od kwietnia tego roku mieszka w hotelach, by nie narażać swoich bliskich.

Wielokrotnie rozmawialiśmy o tych trudnościach ze związkami zawodowymi, bo gdybyśmy nie reagowali odpowiednio, to byłby bunt załogi i nie miałby kto leczyć pacjentów zakażonych COVID-19 .

Trzeba najpierw zrozumieć trudną, a przede wszystkim bardzo złożoną sytuację małego szpitala, który wcześniej zajmował się leczeniem pulmonologicznym, długoterminowym leczeniem pacjentów chorujących na raka płuc, czy chorych na gruźlicę.

Czynnik ludzki odgrywa w tej pracy największe znaczenie. Gdyby nie wykwalifikowany i zaangażowany zespół ludzi, nie byliśmy w stanie przekształcić, wyremontować szpitala i przenosić całego sprzętu medycznego między wyznaczonymi strefami brudnymi i czystymi.

Ta praca wymagała nadludzkiego wysiłku i została pozytywnie oceniona przez konsultanta Wojewódzkiego w dziedzinie Mikrobiologii Lekarskiej dla Województwa Wielkopolskiego dr n.med. Tomasza Ozorowskiego. Bardzo nam pomogły te słowa i bardzo nas podbudowały.

Jednak trzeba zrozumieć, że dobrymi słowami mimo najszczerszych chęci, naszych rachunków i zobowiązań nie zapłacimy. Tu wydatki i koszty muszą się bilansować.

A póki co, przez przekształcenie szpitala w jednoimienny od 20 kwietnia do końca maja tego roku, czyli przez 40 dni funkcjonowania w systemie „covidowym”, mamy 357.692,23 zł długu i czaka nas kolejny remont i ponowne przekształcenie.

Same remonty, odkażenie szpitala i odmalowanie to kolejne koszty szacowane na ponad pół milina złotych.

Przewidujemy również inne trudności, bo ciężko będzie odzyskać pacjentów pulmonologicznych z chorobami nowotworowymi, bo jeśli rozpoczęli leczenie nowotworowe w innym szpitalu, to nie będą się przenosić do Wolicy.

Trzeba pamiętać, że leczenie raka to długoterminowe leczenie i pacjenci muszą mieć zapewniony oprócz leków, doskonałej opieki medycznej, również bezpieczeństwo i komfort psychiczny podczas leczenia, dlatego szpital w Wolicy nie może być ciągle przekształcany, bo oprócz tego, że generuje to dodatkowe koszty, których nikt nie chce zwrócić, to taki stan rzeczy naraża jeszcze na utratę pacjentów.

 

Z poważaniem

Sławomir Wysocki

Dyrektor Szpitala w Wolicy  

RODO klauzula informacyjna
W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.